Lucy Vine Hot Mess

Burda Książki, 2018, 312 stron, red. d2d, powieść obyczajowa.

Siedzę nieruchomo, bardzo nieruchomo. Usadowiłam się przy barze, zwróciłam się swoją lepszą stroną (prawą) do drzwi i przybrałam doskonale swobodną, atrakcyjną pozę. Nie jest mi jakoś szczególnie wygodnie, ale nic nie szkodzi, bo lada moment powinien się zjawić MPTJ (Mężczyzna Potencjalnie Ten Jedyny), i jeśli filmy czegoś mnie nauczyły – a nauczyły wszystkiego – to z pewnością tego, że bez miłości od pierwszego wejrzenia nie ma „żyli długo i szczęśliwie”.

 

Mija kilka minut, trwam posągowo i kątem oka widzę, że barmanka z zaciekawieniem przygląda mi się, jak wytrwale udaję eksponat z Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud.

 

– Wszystko w porządku? – pyta w końcu z zakłopotaniem i posyła mi uśmiech, przecierając blat ściereczką.

 

Czy w porządku? No cóż, dobre pytanie. Są walentynki, a ja siedzę samotnie na hokerze, mimo że hokery to zło – czy da się na tym elegancko usiąść i równie elegancko z tego wstać?; jeśli tak, to poproszę o wskazówki, bo inaczej przez cały wieczór nie pójdę do łazienki – i czekam na faceta, z którym umówiłam się na randkę w ciemno i który, wszystko na to wskazuje, wystawił mnie do wiatru. Wyglądam na zdenerwowaną, policzki mi się świecą, a nie mam przy sobie chusteczek do osuszania skóry. Aha, zapomniałam wspomnieć o kropelkach potu, które spływają mi do oczu. Barmanki z pewnością nie interesuje wartki strumień mojej świadomości, dlatego w odpowiedzi tylko ochoczo kiwam głową i proszę o więcej alkoholu (skoro gość zostawił mnie na lodzie, to chociaż poprawię sobie nastrój).

 

Barmanka się uśmiecha.

 

– Może być białe wino?

 

Szczerzę zęby, nadal kiwając głową.

 

– Bardzo ładnie wyglądasz – zauważa, nalewając mi od serca (za co jestem jej niewymownie wdzięczna).

 

– Dziękuję. – Rozpromieniam się, ale myślę sobie, że „ładnie” to za mało. Ostrożnie przenoszę ciężar ciała na jeden półdupek i podciągam spódniczkę odrobinę wyżej, jednocześnie ciut obniżając dekolt. Nikogo nie interesuje „ładny” wygląd.

 

Telefon, na który, jak widać, podziałał mój zdzirowaty urok, zaczyna wibrować. To on!

 

Nie, to nie on; to Sophie.

 

Wszystko okej? Xxxxx

 

Przewracam oczami. Każdy się o mnie martwi i bez przerwy dopytuje, czy u mnie wszystko dobrze. Tylko dzisiaj dostałam jedenaście wiadomości od znajomych i rodziny, a w nich pytania o to, czy „wszystko gra”, „pozdrowionka” i „całusy”. Jackie – cholerna pięćdziesięciodwuletnia Jackie z pracy, której najlepsza przyjaciółka odsiaduje wyrok za okradzenie pobliskiego salonu bingo – nawet Jackie mi współczuje. Cudownie się dowiedzieć, że zdaniem wielu moich najbliższych brak pary na walentynki, kiedy ma się prawie trzydzieści lat, to los gorszy od śmierci. Patrzę w oczy złotemu łosiowi. Może rzeczywiście to gorsze niż śmierć.

 

Za tą randką stoi moja siostra Jennifer. Powiedziała, cytuję słowo w słowo: „Jeśli zostawię to tobie, umrzesz w samotności. A ja nie przylecę i nie przypilnuję, żeby cię koty nie pożarły. Bo nie. Mam mnóstwo własnych spraw na głowie”. No więc umówiła mnie z Martinem, z którego podobno „żaden przystojniak, ale że jesteś w rozpaczliwej potrzebie, to się nada”. Porywające. Martin, prawnik specjalizujący się w podatkach, co brzmi wielce seksownie, pracował kiedyś z Andrew, mężem Jen. Jest sam raptem od paru miesięcy. Jen twierdzi, że to najlepszy moment. Jeszcze trochę, a ktoś go „capnie”. Wymieniliśmy się z Martinem kilkoma bardzo oficjalnymi, jak przystało na prawnika od podatków, esemesami (jak Boga kocham, miałam wrażenie, że niewiele brakowało, a poprosiłby mnie o numer ubezpieczenia), po czym on wybrał miejsce i czas. Kiedy się umawialiśmy, jakoś nie dotarło do mnie, że ustawiamy się na „dzień na W”, ale teraz, po lawinie tych wszystkich smutnych esemesów, nie sposób zapomnieć. Poza tym zaraz po wyjściu z domu zobaczyłam parę z różowym balonikiem w kształcie serca. Naprawdę. Nieśli go jawnie i bezwstydnie, bo akurat dziś jest ten jedyny dzień w roku, kiedy takim okrutnym ludziom wolno chodzić po ulicach. To coś jak wiedźmy w Halloween, tyle że akurat ta ich magiczna moc sprawia, że wszyscy dokoła puszczają pawia.

 

Copyright for the Polish edition by Burda Publishing Polska, 2018.

Wix.com 2020