Abraham Verghese Powrót do Missing

Świat Książki, 2011, 752 strony, red. Joanna Popiołek, powieść obyczajowa.

Spędziwszy osiem miesięcy w ciemnościach łona naszej matki, mój brat Shiva i ja przyszliśmy na świat późnym popołudniem dwudziestego września roku pańskiego tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego czwartego. W Addis Abebie, stolicy Etiopii, na wysokości dwóch tysięcy czterystu metrów nad poziomem morza, po raz pierwszy zaczerpnęliśmy do płuc rozrzedzone powietrze.

 

Cud naszych narodzin miał miejsce w sali operacyjnej numer trzy szpitala Missing, w miejscu, gdzie nasza matka, siostra Mary Joseph Praise, spędzała większość swoich godzin pracy i znajdowała najwyższe spełnienie.

 

Gdy pewnego wrześniowego ranka nasza matka, mniszka z zakonu karmelitanek bosych z Madrasu, niespodziewanie zaczęła rodzić, w Etiopii właśnie ustał wielki deszcz, kończąc dużą porę deszczową. Jego miarowe bębnienie o wykonane z blachy falistej dachy budynków Missing zamilkło tak nagle, jak gdyby ktoś przerwał gadule w pół zdania. W ciągu jednej nocy pośród tej dojmującej ciszy rozkwitły kwiaty meskelu, zamieniając wzgórza Addis Abeby w czyste złoto. Na łąkach wokół Missing turzyca wygrała walkę z błotem i rozpostarła się niczym lśniący dywan aż do brukowanego podjazdu szpitala, zwiastując poważniejsze sprawy niż gra w krykieta, krokieta albo w badmintona.

 

Missing było położone na pokrytym bujną zielenią wzniesieniu i stanowiło nieregularne skupisko bielonych parterowych i jednopiętrowych budynków wyglądających, jak gdyby zostały dosłownie wypchnięte z ziemi podczas tego samego geologicznego paroksyzmu, który dał początek górskiemu pasmu Entoto. Przypominające koryta rabaty, pojone wodą spływającą z rynien, otaczały niczym fosy przysadziste domy. Władzę nad ścianami sprawowały róże siostry przełożonej Matrony Hirst, oprawiając każde okno w szkarłatną ramkę i sięgając aż po dach. Ilasta gleba była tak żyzna, że Matrona – mądra i praktyczna szefowa szpitala Missing – ostrzegała nas, byśmy nie biegali po niej boso, chyba że chcemy, aby wyrosły nam dodatkowe palce u nóg.

 

Od głównego budynku szpitala, niczym szprychy w kole roweru, rozchodziło się pięć dróg wyznaczonych szpalerami sięgających do ramion krzaków. Prowadziły one do pięciu krytych strzechą parterowych pawilonów częściowo schowanych za zagajnikami, żywopłotami, dzikimi eukaliptusami i sosnami. Matrona Hirst pragnęła nade wszystko, by Missing przypominało arboretum lub zakątek Ogrodów Kensington (w których odbywała spacery jako młoda zakonnica, zanim przyjechała do Afryki), ewentualnie raj tuż przed wygnaniem zeń ludzi.

 

Missing  był tak naprawdę szpitalem misji, ale etiopskie usta wymawiały słowo mission z sykiem, który zbliżał je brzmieniowo do missing. Urzędnik w Ministerstwie Zdrowia – świeżo upieczony absolwent liceum – wypisał licencję dla THE MISSING HOSPITAL, co w jego mniemaniu było fonetycznie poprawną wersją nazwy szpitala. Błędną pisownię utrwalił dziennikarz „Ethiopian Herald”. Kiedy Matrona Hirst udała się do urzędu, by omyłkę skorygować, pracownik ministerstwa wyciągnął oryginalny dokument.

 

– Niech  pani sama spojrzy, siostro. Jest Missing, quod erat demonstrandum – powiedział, jakby za jednym zamachem dowiódł słuszności twierdzenia Pitagorasa, wykazał centralną pozycję Słońca w Układzie Słonecznym, udowodnił, że Ziemia jest okrągła, a na koniec precyzyjnie określił na niej położenie Missing. I zostało Missing.

 

Copyright for the Polish translation by Jacek Żuławnik.

Wix.com 2020