Catherine Steadman Pod wodą

Burda Książki, 2018, 350 stron, red. Olga Gorczyca-Popławska, thriller.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile czasu zajmuje wykopanie grobu? Już mówię: całe wieki. Dwa razy tyle, ile ci się wydawało.

 

Na pewno nieraz widziałeś taką scenę w filmach: bohater, któremu ktoś przystawia pistolet do głowy, poci się i stęka, wbija szpadel coraz głębiej w ziemię, kopie dla siebie grób. Albo dwóch nieszczęsnych oszustów w rozkosznie chaotycznym epizodzie kłóci się i przerzuca dowcipnymi uwagami, szuflując jak szaleni w kreskówkowym stylu i rozsypując ciemne grudy.

 

W rzeczywistości wcale tak to nie wygląda. Jest ciężko. Ziemia jest twarda, oporna i swoje waży. Jest w chuj ciężko.

 

I nudno. Ciągnie się jak flaki z olejem. Ale trzeba to zrobić.

 

Stres, adrenalina, rozpaczliwa zwierzęca konieczność z r o b i e n i a t e g o napędza człowieka przez jakieś dwadzieścia minut. Potem przychodzi załamanie.

 

Mięśnie zaczynają odchodzić od kości. Po fali adrenaliny pojawia się ból serca, spada poziom cukru we krwi, docierasz do ściany. Walisz w nią całym ciałem. Mimo to wiesz, masz tę jasną jak słońce pewność, że ten dół po prostu trzeba wykopać – nieważne, że jesteś wykończony.

 

Wrzucasz więc kolejny bieg. Tak jak wtedy, gdy osiągasz półmetek w maratonie, przemija urok nowości, a ty pozostajesz ze świadomością, że musisz ukończyć to cholerstwo. Bo się zaangażowałeś, bo bierzesz w tym udział. Bo pochwaliłeś się znajomym, że to zrobisz, namówiłeś ich, żeby wpłacili pieniądze na tę czy inną organizację charytatywną, z którą i tak niewiele cię łączy. Zawstydzeni zobowiązali się przeznaczyć na ten cel więcej, niżby chcieli, ponieważ poczuli się zobowiązani wspomnieniem tej czy innej studenckiej wyprawy rowerowej, o której opowieściami zanudzają cię za każdym razem, gdy mają w czubie. Nie daj się zwieść, nadal mowa o maratonie. Chodziłeś pobiegać każdego wieczoru, samotnie, z drżeniem goleni i słuchawkami w uszach, robiłeś kilometry, przygotowywałeś się do t e g o. Aby móc zawalczyć ze sobą, rzucić wyzwanie swemu ciału, tu i teraz, w tej brutalnej chwili, chcąc przekonać się, kto zwycięży. Jedynym widzem jesteś ty sam. I nikogo poza tobą to nie obchodzi. Jesteście tylko ty i twoja wola przetrwania. Tak właśnie czuje się człowiek, który kopie grób. Jak gdyby muzyka przestała grać, a on nie był w stanie przerwać tańca. Ponieważ jeśli to zrobi – umrze.

 

Dlatego kopiesz dalej. Robisz to, ponieważ inna możliwość jest dużo gorsza od kopania bez końca tej jebanej dziury w twardej, zbitej ziemi szpadlem znalezionym w szopie jakiegoś dziadka.

 

Kopiąc, widzisz kolorowe plamki przed oczami – to fotyzm, będący skutkiem stymulacji metabolicznej neuronów składających się na korę wzrokową, która wynika z niedoboru tlenu i niskiego poziomu glukozy. W uszach huczy krew – to sprawka niskiego ciśnienia spowodowanego odwodnieniem i nadmiernym wysiłkiem. A myśli? Myśli przemykają tuż pod nieruchomą powierzchnią świadomości, dotykają jej tylko raz na jakiś czas. Pojawiają się i znikają, zanim zdążysz je uchwycić. W umyśle – pustka. Ośrodkowy układ nerwowy traktuje fatygę jak sytuację „walcz albo uciekaj” – to wywołana wysiłkiem neurogeneza, która idzie ręka w rękę z lansowanym przez magazyny sportowe „uwolnieniem endorfin wskutek wysiłku fizycznego”, przy czym oba te zjawiska spowalniają pracę mózgu, jednocześnie chroniąc organizm przed długotrwałym bólem i napięciem, będącymi konsekwencjami czynności, którą wykonujesz.

 

Zmęczenie w cudowny sposób niweluje emocje. Nieważne, czy jego źródłem jest bieganie, czy kopanie.

 

Copyright for the Polish edition by Burda Publishing Polska, 2018.

Wix.com 2020