Jess Ryder Wszystkie nasze tajemnice

Burda, 2019, 368 stron, red. d2d, thriller domestic noir.

Czas na mnie – nie to, żebym się jakoś stęskniła do miejsca, które niechętnie nazywam domem, ale naprawdę pora wracać.

 

Nie przejdę przez Polankę, muszę więc cofnąć się za most i pójść ulicą. Okazuje się jednak, że z powodu festiwalu ona również jest zamknięta. Porządkowy w kamizelce odblaskowej każe mi iść „od tyłu”. Czyli którędy?

 

W przeciwieństwie do większości tutejszych mieszkańców nie urodziłam się w tym mieście. Przyjechałam tu przed kilkoma miesiącami i jak na razie ograniczam obszar, po którym się poruszam, do drogi do pracy i z powrotem oraz do wypadów autobusem do wielkiego supermarketu niedaleko klubu rugby. Margaret z działu finansów obiecała, że kiedy zacznie się sezon, zabierze mnie na mecz. Pech, że nie cierpię rugby, tak jak zresztą każdego sportu, ale Margaret wzięła mnie pod swoje skrzydła i trudno mi będzie jej odmówić. Powinnam zacząć poznawać nowych ludzi, najchętniej w moim wieku, ale nie jestem jeszcze gotowa.

 

„Od tyłu” oznacza chyba przejście przez przemysłową część miasta, plątaninę segmentów o płaskich dachach, zakratowanych oknach i wyasfaltowanych, poprzerastanych postrzępioną trawą chodnikach – większość budynków jest opatrzona banerami: „Do wynajęcia”. Wzdłuż ponurych ulic rosną metalowe ogrodzenia, a łańcuchy na bramach i furtach uginają się od ciężaru zardzewiałych kłódek. Mijam kamery monitoringu, ostrzeżenia o pilnujących posesji złych czworonogach i laminowane tabliczki informujące o całodobowej ochronie. Same bzdury. Segmenty stoją puste i nie ma co z nich ukraść.

 

Jak na zawołanie, zza szczytu budynku wyłania się mężczyzna z groźnym psem i zmierza w moją stronę. Kiedy się mijamy, człowiek nie zwraca na mnie uwagi, za to zwierzę wyciąga łeb na smyczy, żeby mnie obwąchać. Skręcam za róg i wpadam na grupę nastolatków siedzących z wyprostowanymi nogami na niskim murku. Dwóch, ubranych w koszulki piłkarskie, jeździ po ulicy bez trzymanki na rowerach z małymi kołami. Pedałują za mną przez kilka metrów, po czym wracają do kumpli.

 

Popełniłam błąd, że tędy poszłam. Wszyscy wybrali inną drogę. Miejscowi znają złą sławę dzielnicy przemysłowej i trzymają się od tego miejsca z daleka.

 

Przesycone wonią drożdży powietrze zaczyna drżeć od dudniącej linii basu – zdaje się, że na festiwalową scenę wszedł pierwszy wykonawca. Stawiam kroki do rytmu muzyki – raz, dwa, trzy, cztery, raz, dwa, trzy, cztery – pozwalam, by mnie niosła. Nie są to dźwięki, do których chętnie bym zatańczyła – zbyt mięsiste i natarczywe – ale dzięki nim czuję się mniej samotna. Dodają mi otuchy.

 

Jak daleko stąd do mojego mieszkania? Wyjmuję telefon i ustalam swoją lokalizację na mapie. Jestem tą niepozorną pinezką pośród szarych kwadratów i bezimiennych ulic. Jedynym punktem orientacyjnym okazuje się niebieska wstęga rzeki. Hm. Pierwsza w lewo, potem prosto…

Copyright for the Polish edition by Burda Media 2019.

Wix.com 2020