Andrew Mayne Naturalista

W.A.B., 2018, 480 stron, red. Krystian Gaik, thriller.

Las wydawał się jakiś… inny. Tylko tak Kelsie potrafiła określić swoje odczucie. Po prostu coś było nie tak. Spojrzała w kierunku, w którym odszedł Trevor. Nie była pewna, czy powinna za nim pójść, czy pozostać przy małym czerwonym namiocie i zaczekać, aż chłopak wróci z przerwy na toaletę.

 

Wyśmiałby ją, gdyby mu powiedziała, że się boi. Sięgnęła więc do plecaka w poszukiwaniu rolki papieru toaletowego, którą pożyczyła z łazienki na stacji benzynowej pięćdziesiąt kilometrów wcześniej. Znalazła ją zaplątaną w kabel od walkmana, leżała na stosiku składanek na kasetach, które Trevor przygotował jeszcze w Boston College.

 

Trevor studiował, jako przedmiot kierunkowy wybrał dziennikarstwo. Był tyczkowatym chłopakiem o czarnych, opadających na oczy włosach. Poznali się na imprezie poza uczelnią i natychmiast zapałali do siebie sympatią, gdy okazało się, że oboje przepadają za rockiem progresywnym i planszówkami. Pierwszy wspólny wieczór spędzili w jego pokoju w akademiku. Słuchali Tubular Bells, grali w Stratego i popijali tanie wino. Kelsie od razu poczuła, że się zakochała, ale odczekała dwa miesiące, zanim wyznała Trevorowi miłość.

 

Jej rodzice go nie znosili. Ojciec, pracownik szczebla kierowniczego w banku, nie mógł zrozumieć, jak dziennikarstwo może być czyimś „przedmiotem kierunkowym”, a matka wciąż wracała wspomnieniami do swojego pierwszego małżeństwa, które zawarła na studiach. Trevor był dla nich po prostu kolejną chwilową fascynacją córki, równie nieistotną jak partner Kelsie na balu na zakończenie podstawówki.

 

Matka i ojciec Trevora byli rozwiedzeni, mieszkali za granicą, syn prawie z nimi nie rozmawiał, co Kelsie szybko przeniosła na grunt stosunków z własnymi rodzicami. Kiedy Trevor zaproponował letnią pieszą wyprawę połączoną z noclegiem pod namiotem, Kelsie zgodziła się bez wahania. Aby dodatkowo podkreślić swą niezależność od rodziców, oświadczyła, że nie przyjedzie do domu na wakacje. Ignorowała ich, kiedy próbowali dodzwonić się do niej do akademika. Do diabła z nimi, mówiła sobie.

 

To było dwa tygodnie i jakiś tysiąc kilometrów temu. Spoglądając na granatowy, ciemniejący las, Kelsie naraz pożałowała, że nie pojechała do domu i nie spróbowała przekonać rodziców do Trevora. Wyprawa była w sumie przyjemna. Tylko od czasu do czasu Trevor tracił nad sobą panowanie, a wtedy Kelsie bała się, że znów zrobi coś, na co chłopak przewróci oczami i wytknie, jak nikła jest jej wiedza o podstawach pieszych wycieczek i biwakowania.

 

- Trev? – odezwała się, ruszając w kierunku, w którym się udał.

 

Odpowiedziała jej cisza.

 

Copyright for the Polish translation by Jacek Żuławnik, 2018.

Wix.com 2020