Jo Marchant Lek. Nauka o wpływie umysłu na ciało

Galaktyka, 2016, 362 strony, red. Elżbieta Derelkowska, literatura popularnonaukowa.

Czy zdarzyło ci się, że samochód minął cię dosłownie o włos i poczułeś nagły przypływ adrenaliny? Czy głos ukochanej osoby wprawił cię w podniecenie? Czy miałeś odruch wymiotny na widok robaków w odpadkach? Jeśli tak, doświadczyłeś przemożnego wpływu, jaki umysł może mieć na ciało. Mimo że nie jesteśmy tego świadomi, informacje o naszym stanie psychicznym stale ułatwiają ciału dostosowywanie się do otoczenia. Kiedy widzimy głodnego drapieżcę bądź nadjeżdżającą ciężarówkę, nasze ciało przygotowuje się do szybkiego zejścia z drogi. Kiedy dowiadujemy się, że zbliża się pora jedzenia, szykujemy się na ucztę i przyjemne, odprężające trawienie.

 

Tyle wiemy. Jeśli jednak chodzi o zdrowie, konwencjonalne nauka i medycyna zwykle ignorują albo bagatelizują wpływ umysłu na ciało. Przyjmuje się, że negatywne stany psychiczne, takie jak stres albo niepokój, mogą na dłuższą metę szkodliwie wpływać na nasze zdrowie (choć kilka dekad temu nawet to kwestionowano), ale zjawisko przeciwne, to znaczy takie, w którym stan emocjonalny walnie przyczynia się do powtrzymania choroby, albo że umysł ma „moc uzdrawiania”, zyskuje etykietkę bzdury do kwadratu.

 

Winą za obowiązujący w medycynie zachodniej rozdział umysłu od ciała obarczamy francuskiego filozofa Kartezjusza. Starożytni medycy, mający do dyspozycji niewiele więcej niż leki dające efekt placebo, wiedzieli doskonale, że ciało i umysł się splatają. Grecki lekarz Hipokrates, często nazywany ojcem medycyny, mówił o „naturalnej sile uzdrawiającej w każdym z nas”, zaś żyjący w drugim wieku naszej ery rzymski lekarz Galen twierdził, iż „zaufanie i nadzieja więcej czynią dobrego niźli medykamenty”.

 

Jednakże w siedemnastym wieku Kartezjusz dokonał rozróżnienia na dwa podstawowe rodzaje substancji: obiekty fizyczne, takie jak ciało, nadające się do badania metodami naukowymi; oraz niematerialne, takie jak umysł, który zdaniem filozofa był darem od Boga, dlatego nie podlegał analizie naukowej. Kartezjusz uznał, że choć oba typy substancji mogą się ze sobą komunikować (sądził, że odbywa się to za pośrednictwem szyszynki), to jednak istnieją one niezależnie od siebie. Kiedy umieramy i tracimy ciało, nasz samodzielny duch żyje dalej.

 

Copyright for the Polish edition by Galaktyka, 2016.

Wix.com 2020