Caroline Kepnes Ukryte ciała

W.A.B., 2020, 448 stron, red. Krystian Gaik, thriller.

Amy zamyka książeczkę i uśmiecha się.

 

– I jak?

 

– W chuj mroczne.

 

Wymierza mi klapsa w nogę.

 

– Nie przeklinaj przy Charlotte i Charlesie. – Odwraca się do mnie. – Powiedz, co myślisz o tej historii.

 

– Podobała mi się.

 

Daje mi kuksańca.

 

– Ej no. Powiedz, co naprawdę myślisz.

 

Czuję, że mnie sprawdza, a przecież jesteśmy na urlopie. Wzruszam ramionami.

 

– Nie lubię oceniać książki tuż po lekturze. Wolę ją najpierw przetrawić.

 

Amy przekrzywia głowę, jakby była nauczycielką, a ja mało pojętnym uczniem.

 

– Rozumiem – mówi. – Czytałam ją setki razy i miałam całe życie na to, żeby się nad nią zastanowić. – Przechodzi ją dreszcz.

 

– Zimno ci?

 

Chowa książeczkę do torebki. Schodzimy z plaży. Nie udało mi się odzyskać kubka i nie zdołałem pojąć sensu Charlotte i Charlesa, a chodzenie po piasku to żadna frajda. Żadna.

 

Wracamy do hotelu, bierzemy wspólny prysznic, wkładam swojego Charlesa do jej Charlotte, a potem ona pomaga mi odpisać gościowi z BuzzFeed. Zamawiamy do pokoju przegrzebki na ostro, cannoli i maślane bułeczki z homarem. Jemy w łóżku, pieprzymy się w łóżku, śmiejemy się w łóżku i budzimy się syci i szczęśliwi.

 

Posuwam Amy pod prysznicem i w wolnostojącej wannie, i na balkonie – to jej ulubione miejsce, mówi mi podczas „kręcenia jagodowego loda”, jak nazywa to, co robimy – posuwam ją na kanapie i na szerokim fotelu. Zapamiętuję jej twarz, drżące wargi, „och, Joe!”, obejmujące mnie mokre od potu nogi. Rozchyla usta, moja foczka, a wtedy biorę jagodę i wrzucam ją w tę dziurkę, w ten otwór, który przyjmuje mojego kutasa tak, jak nie przyjmowały go jeszcze żadne usta.

 

Puszcza do mnie oczko.

 

– Celny strzał.

 

Żyjemy teraz tutaj, w tym pokoju, w tej pościeli, jak bohaterowie piosenek Johna Mayera. Śmiejemy się, że kiedy się wyprowadzimy, zakażą wstępu do tego pokoju, bo już nikt nigdy nie zdoła wycisnąć z niego tyle co my. Kocham Amy bardziej, niż kochałem ją przed pięcioma minutami, bardziej niż przed pięcioma godzinami. Łamię zasady i mówię jej o tym – ponieważ różni się od pozostałych dziewczyn.

 

– Wiem – mówi. – Czy to nie dziwne, że inni ludzie stają się coraz bardziej denerwujący, a ty coraz mniej?

 

Trącam ją poduszką.

 

– Wcale nie jestem denerwujący.

 

Copyright for the Polish translation by Jacek Żuławnik, 2020.

Wix.com 2020