Julia Heaberlin Papierowe duchy

W.A.B., 2019, 416 stron, red. Maria Wirchanowska, thriller.

Kiedy moja siostra miała dwanaście lat, wpadła do grobu.

 

Chodziłyśmy same po pustym cmentarzu. Stare kamienie nagrobne sterczały z ziemi pod różnymi kątami. Uschnięta trawa i włosy mojej siostry miały tę samą słomianą barwę. Pamiętam dreszcz przerażenia, trzepot w piersi. I to, jak koniuszki jej palców otarły się o moje, kiedy wyciągnęłam swoją drobną rączkę, żeby pomóc jej się wdrapać. Dół był świeżo wykopany. Czekał.

 

Stała w dziurze i śmiała się.

 

Miałam wtedy pięć lat.

 

Siostra uwielbiała się szwendać po cmentarzu w Weatherford w Teksasie. Pochowano tam Piotrusia Pana, choć na kamieniu nagrobnym stało „Mary Martin Halliday”. A także kogoś o imionach Jimmie Elizabeth oraz kogoś, kto miał na imię Sophronia, tak jak ćma, storczyk i postać z Dickensa. Wiem to od siostry. Zamierzała dać tak na imię swojej pierwszej córce i zwracać się do niej zdrobnieniem Sophri albo Phronia.

 

Na cmentarzu znajdowały się setki grobów. Miliony kości w ziemi, na której robiłyśmy gwiazdy.

 

„Śmierć przyszła do niej jak letni sen” – tak było wyryte pisanką na jednym z wiekowych białych kamieni. Nie pamiętam dalszego ciągu epitafium, mimo że siostra odczytywała mi je za każdym razem, kiedy tamtędy przechodziłyśmy.

 

Pobiegłam prawie kilometr do domu babci, by kogoś sprowadzić.

 

Siostra wygramoliła się z grobu bez niczyjej pomocy. Nic się jej nie stało.

 

Kiedy teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że właśnie tamtego dnia padła na nią klątwa. Kiedy miała dziewiętnaście lat, zniknęła. Jakby z nieba spadło lasso i porwało ją do góry.

 

Wiem, że tamtego dnia zaczęłam się bać.

 

Copyright for the Polish translation by Jacek Żuławnik, 2019

Wix.com 2020