Sam Harris Przebudzenie. Duchowość bez religii

Galaktyka, 2015, 232 strony, red. Elżbieta Derelkowska, nauka, filozofia, ateizm.

Przed laty wziąłem udział w dwudziestotrzydniowym obozie w górach Kolorado. Jeżeli przyjmiemy, że celem tegoż miało być narażenie uczestników na ryzyko porażenia piorunem i pogryzienia przez chmary komarów, to trzeba przyznać, że obóz spełnił swoje zadanie już pierwszego dnia. Natomiast zwieńczeniem forsownego, kilkusetkilometrowego marszu przez odludzie był trzydniowy rytuał postu i kontemplacji o nazwie „solówka”, podczas którego wreszcie pozwolono nam odpocząć w samotności na skraju olśniewającego górskiego jeziora.

 

Dopiero co skończyłem szesnaście lat i podczas tej wyprawy po raz pierwszy od wyjścia z łona matki miałem okazję posmakować prawdziwej samotności. Okazało się to sporym wyzwaniem. Ten młody, dobrze zapowiadający się człowiek, za jakiego się uważałem, najpierw uciął sobie długą drzemkę, potem obrzucił spojrzeniem lodowate wody jeziora i w końcu poddał się poczuciu osamotnienia i nudzie. Zacząłem zapełniać strony dziennika nie obserwacjami początkującego przyrodnika, filozofa albo mistyka, lecz listą składników wyżerki, którą zamierzałem sobie zafundować po powrocie do cywilizacji. Gdyby sądzić po moim ówczesnym stanie umysłu, można dojść do wniosku, że dorobek milionów lat ewolucji człowieka sprowadza się do pragnienia zatopienia zębów w cheeseburgerze i popicia go koktajlem czekoladowym.

 

Całe to doświadczenie: trzy dni pod rozgwieżdżonym niebem pośród dziewiczej przyrody, trzy dni dumania nad zagadką mojego istnienia, okazało się dla mnie prawdziwą udręką – udręką, której ani trochę nie czułem się sprawcą. Moje listy do domu żałosnym tonem i rozczulaniem się nad sobą mogły śmiało rywalizować z listami pisanymi przez żołnierzy walczących w bitwach pod Shiloh albo o Gallipoli.

 

Toteż mocno się zdziwiłem, kiedy kilka osób z naszej grupy, w większości starszych ode mnie o jakieś dziesięć lat, opisało górskie samotne dni i noce w pozytywnych słowach, zupełnie jakby doświadczyło jakiejś przemiany. Nie wiedziałem, co powinienem myśleć, kiedy opowiadali, że czuli się szczęśliwi. Nie potrafiłem zrozumieć, jak człowiek odcięty od materialnych źródeł przyjemności może odczuwać większą radość z istnienia. Kiedy miałem szesnaście lat, nie dbałem o naturę swojego umysłu, interesowało mnie wyłącznie moje życie. I nie miałem pojęcia, jak zupełnie inaczej mogłoby ono wyglądać, gdybym tylko zmienił jakość własnego umysłu.

 

Umysł jest wszystkim, co mamy. Wszystkim, co kiedykolwiek mieliśmy. Jest również jedyną rzeczą, którą możemy zaoferować innym. Nie zawsze jest to oczywiste, zwłaszcza jeśli pewne aspekty naszego życia wymagają naprawy: kiedy mamy niezrealizowane cele, kiedy nie potrafimy znaleźć własnej drogi, kiedy coś szwankuje w naszych związkach. Ale prawda jest taka, że o kształcie wszystkiego, czego doświadczamy, decyduje nasz umysł; związek może być dobry albo zły, ponieważ wtrąca się do niego nasz umysł. Jeśli jesteśmy wiecznie źli, przygnębieni, zagubieni albo obojętni, lub jeśli nie skupiamy się na tym, na czym powinniśmy ‒ nie ma znaczenia, jak duży sukces odniesiemy ani kto będzie obecny w naszym życiu, bo i tak nie będzie to dla nas źródłem radości.

 

Większość z nas bez trudu potrafiłaby sporządzić listę celów do osiągnięcia i problemów do rozwiązania. Na czym jednak polega prawdziwe znaczenie każdego punktu na takiej liście? Otóż wszystkie te dążenia – pomalowanie domu, nauczenie się nowego języka obcego, lepsza praca – stanowią w istocie obietnicę, że gdy cel zostanie osiągnięty, będziemy mogli się rozluźnić i zacząć czerpać przyjemność z życia w teraźniejszości. Ogólnie jest to złudna nadzieja.

 

Nie twierdzę, że dążenie do realizacji planów, dbanie o zdrowie, opieka nad dziećmi nie są ważne – rzecz jednak w tym, że większość z nas szuka szczęścia i bezpieczeństwa, nie uświadamiając sobie celu leżącego u podstaw tych poszukiwań. Wypatrujemy drogi prowadzącej z powrotem do chwili obecnej, ponieważ pragniemy znaleźć powody do bycia zadowolonym teraz.

 

Zrozumienie zasad gry pozwala na zmianę strategii. To, jak dużo uwagi poświęcamy teraźniejszości, w znacznym stopniu wpływa na charakter naszych doświadczeń, a zatem również na jakość życia. Mistycy i kontemplatorzy powtarzają to od wieków – dziś to samo potwierdza coraz większa liczba naukowców.

 

Copyright for the Polish edition by Galaktyka, 2015.

Wix.com 2020